bibuła milanowska

jesteśmy blisko ludzi

W ostatni dzień listopada zadzwoniła do mnie Tamara z wiadomością, że przygotowuje 100 numer Bibuły. O Boże to już setka, pomyślałem, ale co mi tam do setki. Z Bibuły zrezygnowałem w 2010 roku, minęła kupa czasu, ale do dziś mam w domu archiwalne wydania gazety, a bieżące czytam z przyjemnością, choć nie wychodzi już tak regularnie jak kiedyś. To już nie moja Bibuła, ale co ja piszę, czytanie swoich tekstów to jak wpatrywanie się w lustro, a tam z drugiej strony srebrzystej tafli więcej można dostrzec. Gratuluję setnego wydania, jest co świętować.

Prawie 4 lata poświęciłem tej gazecie, byłem jej współzałożycielem, 3,5 roku redaktorem naczelnym (który czepiał się wszystkiego i wszystkich, nawet współpracowników w redakcji – terminy, tematy, dlaczego się spóźniasz na naradę zespołu… rozniosłeś gazetę… – to fragment z archiwalnych tekstów). Jaka była Bibuła kiedyś, jaka jest teraz nie mnie to oceniać. Ważne, że jest. Dla mnie, dla mieszkańców, dla władz. Im więcej informacji z różnych źródeł, z innych punktów widzenia tym lepiej. Usiądźmy tam gdzie nam wygodnie, przeczytajmy wszystko i przemyślmy – nie tak żeby zaraz wyjechać do Przemyśla, zostańmy w Milanówku, to piękne miasto. I tak oto zastanawiając się co napisać na setkę (od siedmiu lat nie pisałem i mam już „święty spokój”, ale to SETKA – wyjątek więc wypada) Z Bibułą związany byłem bardzo mocno, poznałem wielu wspaniałych ludzi, poznałem kulisy władzy samorządowej, opinie wielu mieszkańców. Wieczorem przewertowa łem archiwalne numery, natknąłem się na jubileuszowy, nie tak okazały jak „setka” ale „czterdziestka”. I nie słuchając polityków, tłumaczących, że ktoś wyrwał jakieś zdania z kontekstu, ja wyrywam z Nr 40 zdania, słowa nadal aktualne. „Mamy jubileusz stuknęła nam czterdziestka. Oddajemy do Państwa rąk, no może nie dosłownie, raczej do skrzynek, furtek czy klatek schodowych 40. Numer Bibuły Milanowskiej. A jak twierdzą niektórzy, życie zaczyna się po czterdziestce. Życie z Bibułą w Milanówku zaczęło się w styczniu 2006 roku. Właściwie już w 2005 myśleliśmy o tym, aby stworzyć jakieś antidotum do tego czym nas karmiono… mieszkaniec powinien wiedzieć to, co ma do powiedzenia władza. A w mieście działo się o wiele więcej… Trzeba doinformować sąsiadów. Trzeba pomyśleć o niezależnej gazecie. Nowa gazeta urodziła się w domu u Tamary… potem za coś tę gazetę trzeba było wydać. Ale tu poszło szybko. Pisać będziemy sami, składać też sami (składałem ją 4 lata), dystrybucją zajmiemy się również sami, ale nikt nie ma drukarni! To nic, zrobimy ściepę i wydrukujemy. I poszło)… Tak więc do czterdziestki jakoś doszło, liczymy na setkę. W przyszłości, może już bez nas, nowe twarze, nowe wyzwania, nowa jakość, ale BIBUŁA, – „Bibuła Milanowska” wpisała się w nasze wspaniałe miasta, i niech trwa…” I co ja tu będę wymyślał cuda czy wierszyki, SETKA tuż, tuż, życzę dalszego przetrwania, teraz do „dwusetki”. Powodzenia.