bibuła milanowska

jesteśmy blisko ludzi

      Świat zwariował, a my razem z nim. Żyjemy jak na karuzeli, raz na górze raz na dole, niemniej w ciągłym zawirowaniu. Co bardziej świadomi próbują się urwać. Rozważają slow life, slow food. Impulsem zazwyczaj jest zapaść zdrowotna, wyzwalaczem stres. Wcześniej  ciało na dziesiątki sposobów daje znać, że nie jest dobrze. Ale my znamy kolejne dziesiątki sposobów, by te sygnały tłumić. Ciało ma nam służyć i wyglądać. Koniec, kropka, baczność i do przodu.

      Nasz organizm to faktycznie cudowny i samonaprawiający się twór ( do czasu). Składa się z około 30 bilionów żywych komórek. Liczba kombinacji czynności zachodzących w mózgu jest większa niż liczba cząstek elementarnych w znanym nam wszechświecie, a sygnały nerwowe z mózgu przemieszczają się z prędkością 120 m/s. Komórki krwi ułożone jedna obok drugiej dwukrotnie owinęłby Ziemię, a naczynia limfatyczne aż pięciokrotnie. Sok żołądkowy może stopić cynę, a kość jest mocniejsza od stali o tej samej masie. Nasz układ odpornościowy codziennie, przy naszej nieświadomości radzi sobie z milionami wrogów. Bez tej pracy w krótkim czasie byłaby z nas kupka kości. Dysponuje osobistą apteką, która pozwala łagodzić ból, poprawiać samopoczucie, regenerować komórki. Możliwości naszego ciała są niesamowite, nie do końca jeszcze poznane. Co powoduje zatem, że ten cudowny mechanizm zaczyna zgrzytać?

      Najnowsze badania mówią, że na sposób funkcjonowania naszego organizmu w około 20 % wpływ mają geny, pozostała zaś część to oddziaływanie otoczenia. Poza zanieczyszczeniem środowiska i opieką zdrowotną największy wpływ na długość życia w zdrowiu ma dieta, ruch, nasza indywidualna odpowiedź na stres i relacje społeczne. Proszę, proszę, choroba nie spada więc z nieba, mamy na nią realny wpływ. Problem polega na tym, że nie wiążemy tej odpowiedzialności z naszymi codziennymi nawykami, w tym umysłowymi. A gdy pojawi się choroba, składamy ją na barki lekarza i farmacji, jakże często zawodne.

      Proponuję być ,,dobrym panem,, dla naszego jakże często nadmiernie eksploatowanego ciała. Zacząć jeść, by żyć, ruszyć z ruchem, poważnie traktować sen i relaks. Dbać o relacje. Trudne, i owszem. Ale jadąc karetką na sygnale nie myśli się zazwyczaj o codziennym kieracie obowiązków. Wtedy jest czas, jest slow. Wypadamy z karuzeli głową w dół i nie podoba nam się to odczucie. Pomyślmy o tym już teraz, gdy tak fajnie wirujemy. Hopla w górę, hopla w dół.

Z karuzeli

Paulina Kunz