bibuła milanowska

jesteśmy blisko ludzi

    W lecie często ktoś pyta: Gdzie jedziesz na wakacje? Nigdzie- odpowiadam. Lato spędzam w Milanówku. A wtedy na twarzy rozmówcy pojawia się zdziwienie.

    Po pierwsze nie muszę. Nie obligują mnie wakacje, ferie, przerwy szkolne. Dziecko już dorosłe, a wnuka pod opiekę jeszcze nie dają. Nie znoszę tłumów, kolejek na lotnisku, do stolika w knajpie, czy muzeum. Natomiast w lecie przychylniej można spojrzeć na Warszawę. Stolica zwalnia tempo, staje się przyjaznym miastem, bez tłoku, korków, ciżby ludzi poruszających się zwykle biegiem. Można dostrzec zmiany, jakie w niej zaszły. Zaprasza przytulnością kawiarenek, energią bulwarów i parku w Łazienkach, ciszą sal kinowych i teatralnych.

    Za to Milanówek latem jest piękny. Pozwala cieszyć się sobą w pełnej krasie. Przebywanie tu w czasie wakacji jest dla mnie dużą przyjemnością. Miasto spowalnia, wycisza się, poddaje rytmowi przyrody. Widać milanowską zieleń, atut naszego miasta. Ludzie więcej spacerują, stając się dla siebie uważniejsi i bardziej mili. Częściej zaczynają mówić sobie dzień dobry, zagadywać na ulicy, znajdując wspólny temat do wymiany paru zdań. W lecie Milanówek staje się bardziej rowerowy. Z tego sposobu rekreacji korzystają całe rodziny. Na niektórych ulicach więcej jednośladów niż aut. Mieszkańcy chętniej zabierają na spacery czworonogi, ganiające na co dzień po własnych posesjach. Latem widać jak dużo ludzi biega, starsi chodzą z kijkami. To budujące. Domowe życie przenosi się na zewnątrz, gdzie taras i ogród stają się dodatkowym pokojem. Poranna kawa pita przy wtórze ptaków czy obserwowaniu goniących się po drzewie wiewiórek smakuje jak nigdzie indziej. Podobnie jak prosta kolacja w towarzystwie szykującego się do łowów puszczyka. Wtedy zapomina się na chwilę o monotonnym szumie autostrady.

    Nawet, jeśli wkrótce z powodu globalnego ocieplenia nad nasze morze zaczną zjeżdżać hordy turystów wygnanych przez śródziemnomorski upał, to w Milanówku nie będzie tak źle. Pod warunkiem, że będziemy zazieleniać miasto, sadzić jak najwięcej drzew, pomyślimy o zbiornikach wodnych dostępnych dla wszystkich.

    Przed laty popularny był żart, jak to dyrektor wzywa pracownika i pyta: „Kowalski, czy lubicie spocone kobiety i ciepłą wódkę? Ależ nie, panie dyrektorze. To świetnie, dostaniecie urlop w listopadzie.” Żart przestał być aktualny i śmieszny, dziś sporo osób wybiera urlop w listopadzie.

Tamara Gujska – Szczepańska