bibuła milanowska

jesteśmy blisko ludzi

Rada Miasta składa się z radnych wybranych przez mieszkańców. Wybór ten nie daje radnym niekontrolowanej władzy ani podstaw do jej nadużywania. Kilkunastoosobowa Rada Miasta powinna być odzwierciedleniem lokalnej demokracji i gwarantem uczestnictwa mieszkańców w sprawowaniu władzy. Powinna, ale czy jest ? Pracą Rady kieruje osoba wybrana na stanowisko przewodniczącego.

Obecnie w Milanówku pracą Rady Miasta kieruje przewodnicząca radna Małgorzata Trębińska. Od pierwszych dni działania nowej Rady Miasta posypały się pretensje, że Przewodnicząca organizuje prace Rady Miasta tak, że sesje Rady Miasta zwoływane są w godzinach uniemożliwiających uczestnictwo w obradach mieszkańcom, chyba że są osobami bezrobotnymi lub emerytami. Wobec głosów krytyki w sprawie ustalania godzin sesji Rady Miasta padły wyjaśnienia, że każdy przecież może w obradach uczestniczyć, gdyż sesje są nagrywane i można je oglądać na internetowych stronach Urzędu Miasta. Niestety tak nie jest, bo trudno mówić o uczestnictwie, gdy nagrania z sesji ukazują się w internecie z bardzo dużym opóźnieniem, z reguły tygodniowym. W tej kadencji nastała także moda na organizowanie posiedzeń komisji tematycznych Rady Miasta we wczesnych godzinach popołudniowych a więc niedostępnych dla pracujących mieszkańców. I tak, żeby wziąć udział posiedzeniu, które nas interesuje musimy niekiedy planować urlop w tym dniu. Radni robią tak, by im było wygodnie, a nie ich wyborcom, bo po co spóźnić się na ulubiony film w TV i siedzieć wieczorem, skoro i tak bez uszczerbku dla urlopu dostają wolne z pracy z tytułu pełnienia swoich obowiązków. Iw tym przypadku pada informacja, że wszystko można obejrzeć w internecie. Miasto zatem za nasze pieniądze zafundowało nam bierne uczestnictwo i za nas zadecydowało, że to wystarczy, by podtrzymać pozory demokracji. Taka pseudo demokracja przypomina taśmę produkcyjną nie samorządność. Warto pamiętać, że komisje mają tę szczególną cechę, że w odróżnieniu od sesji Rady Miasta mieszkaniec może podczas ich trwania zabrać głos, którego jest pozbawiony podczas sesji RM. Czasy gdy panowały dobre zwyczaje i wszystkie komisje zaczynały się zawsze o godzinie 18.00, tak by zainteresowani mieszkańcy mogli w nich uczestniczyć to już prehistoria. Obecna kadencja to zaprzeczenie dobrych praktyk. Moim zdaniem ustalanie terminów sesji i posiedzeń uniemożliwiających uczestnictwo czynne mieszkańców jest swego rodzaju nadużyciem i brakiem szacunku dla mieszkańca. Można odnieść wrażenie, że godziny posiedzeń ustalają przewodniczący komisji dostosowując ich terminy nie do mieszkańców, ale do swoich prywatnych spraw. Może też nie lubią, gdy mieszkańcy zadają pytania. Nie ma publiczności – nie ma pytań. Opóźnienia w publikacji video relacji z posiedzeń na stronach internetowych też nasuwają szereg wątpliwości, bo dlaczego relacje nie są podawane już trakcie trwania obrad lub zaraz dnia następnego. Opóźnienia w obecnym stanie możliwości technicznych „pachną” cenzurą. Zachodzi też obawa, że komisje podejmujące kontrowersyjne tematy mogą być w ten sposób sterowalne, by uniknąć konfrontacji z mieszkańcami. Radni bardzo lubią powoływać się na pełnomocnictwo od mieszkańców do sprawowania władzy i chyba uważają, że ich decyzje są odzwierciedleniem woli wyborców. To coś co może być najgorszego czyli kierowanie się przy podejmowaniu decyzji prywatnymi preferencjami i poglądami jako rzekomy wyraz woli ogółu, Nie ma w takim podejściu miejsca na interes miasta i obiektywną oceną sytuacji lub zjawisk. Niestety tego typu „sprywatyzowane” wypowiedzi są dość częste zwłaszcza wśród nowych radnych. Budzą one, przynajmniej we mnie, niemiłe odczucia, że znów Milanówkiem rządzą nieodpowiednie osoby, nie rozumiejące zupełnie charakteru miasta, jego utrwalonych zasad, reguł, istniejących dobrych dokumentów. Niestety ani przewodnicząca RM ani burmistrz Milanówka nie robią nic, by podnieść świadomość i wiedzę radnych. Smutne jest także to, co nastąpiło w tej kadencji, to znaczy totalne przetasowanie postaw. To tak jakby ktoś przemalował radnych. Nic dziwnego, skoro nie ma już tzw. radnych „niezgrupowanych” czyli niezależnych poza jedną zawsze niezależną radną Ewą Galińska, która jako jedyna nie uległa żadnej presji i dalej „wali prawdę prosto z mostu”. Nie jest to łatwe zadanie w systemie zbiorowych napaści radnych, na kogoś, kto ma odwagę myśleć i mówić inaczej. Podobna nagonka jest na radną Janinę Moławę, która porusza zawsze trudne tematy. To, co się dzieje wokół jej osoby zamiast dyskusji i dociekana prawdy przypomina polowanie na czarownice. Innym niepokojącym zjawiskiem występującym coraz częściej staje się robienie zbiorczych posiedzeń kilku komisji naraz. W ten sposób szybko załatwia się dany problem, uniemożliwia szeroką dyskusję i po prostu w skryty sposób demontuje demokrację Jednym podniesieniem ręki radni członkowie kilku komisji załatwiają sprawę, która przeszła ”niby” przez 3 komisje w postaci obecności członków kilku komisji na jednej zbiorczej. Przy okazji warto zwrócić uwagę, że diety mimo iż odbyło się jedno tzw. wspólne posiedzenie liczone są za wszystkie komisje połączone. Gdzie w tym wszystkim mieszkańcy i ich prawa? To nie koniec. Komisje branżowe są po to, by omawiać sprawę, przyjmować problemy zgłaszane przez mieszkańców i je omawiać. Tak przynajmniej zawsze było. W tej kadencji jest inaczej. Nie ma problemów chyba że sprawę w imieniu mieszkańca wprowadzi i to nie jako osobny temat ale jako wzmiankę w tzw. sprawach rożnych, czyli na koniec posiedzenia, radny lub mieszkaniec desperat złoży skargę do komisji rewizyjnej, której sposób oceniania problemu – doświadczyłam tego osobiście – bywa bulwersujący. Mieszkańcy zostali wykluczenie z działania Rady Miasta, bo ich pisma nie są odczytywane lub nawet wspomniane podczas obrad. Istniejącą stara dobra zasad, że jeśli na przykład mieszkaniec czy organizacja społeczna pisze do komisji tematycznej RM w jakiejś sprawie, to ta sprawa jest wprowadzana, jako punk obrad, to dawne dzieje. Gdzie zatem trafiają pisma w ważnych spawach, do kosza, do szuflady? Spytałam o to publicznie przewodniczącego Komisji Praworządności i Ochrony Środowiska – Witolda Rytwińskiego po ponad 8 miesiącach oczekiwania na odpowiedź na złożone w lutym pismo. Najpierw nie umiał sobie przypomnieć konkretnego pisma Stowarzyszenia Na Rzecz Miast – Ogrodów złożonego do niego w sprawie Turczynka i Walerii, potem dość niewyraźnie powiedział, że pismo zostało skierowane do Urzędu Miasta. Samowolnie zmienił adresata. Dlaczego? Czy to lęk przed pracą, trudnymi pytaniami, czy część czegoś na kształt właśnie cenzury lub sterowania publiczną wiedzą i świadomością? Od czasu złożenia pisma wiele się w obu tematach zadziało, też bez uczestnictwa osób zainteresowanych. Turczynek, jestem tego pewna, od zawsze był swego rodzaju tematem tabu. Teraz jest jeszcze gorzej, bo zatracił znamiona mienia społecznego. O jego losach decyduje się bez dyskusji i gotowe decyzje w postaci projektu uchwały przynoszone są przez panią burmistrz, jakby już gdzieś i kiedyś – co jest nieprawdą – odbył się należyty proces analityczny. To wszystko jest zatrważają- Nadużycia rady miasta Rada Miasta składa się z radnych wybranych przez mieszkańców. Wybór ten nie daje radnym niekontrolowanej władzy ani podstaw do jej nadużywania. Kilkunastoosobowa Rada Miasta powinna być odzwierciedleniem lokalnej demokracji i gwarantem uczestnictwa mieszkańców w sprawowaniu władzy. Powinna, ale czy jest ? Pracą Rady kieruje osoba wybrana na stanowisko przewodniczącego. www.bibulamilanowska.pl 5 ce i w świetle sposobu głosowania, przedziwnej solidarności radnych poza 2 niezależnymi budzi obawy o losy Milanówka, jego bezcennych zabytków, finansów i przyszłego kształtu naszego miasta. Do niedawna jedną z najważniejszych komisji był komisja Praworządności i Ochrony Środowiska. Pracowała regularnie co miesiąc, bo nigdy nie brakowało jej tematów. Teraz jest inaczej. Jest to najmniej problemowa komisja ze wszystkich, o ile w ogóle jest, bo bardzo często po prostu nie jest zwoływana. Pisma kierowane do tej komisji nie otrzymują ani odpowiedzi, uwagi czy szansy na dyskusję. W roku 2016 komisja ta została zwołana tylko 6 razy, z czego dwa razy odbyła się w ramach wyżej opisanych zbiorczych posiedzeń kilku komisji na raz. Czy radny W. Rytwiński nie dostrzega problemów, które komisja powinna omawiać i faktu, że wcale wszystko nie jest w porządku, że ta komisja powinna tonąć w sprawach i tematach dla dobra ogółu, czy też nie ma czasu zajmować się pracą dla miasta w ramach swojego wyborczego mandatu i diet radnego, bo jest obciążony pracą zawodową i niezrozumiałym łączeniem funkcji radnego z pracą prezesa spółki wodnej ds. melioracji dofinansowanej z budżetu miasta, czy też nie ma po prostu zainteresowania tym, co dzieje się naokoło. Dlaczego zatem pełni te funkcję a nie zrezygnuje? Po wyborach miało być lepiej… Nie jest lepiej. Może nawet, w niektórych kwestiach jest gorzej. Spuścizną poprzedniego włodarza miasta są radni z jego ugrupowania, którzy bez swojego przywódcy kierunkującego ich decyzje działają jak działają, to znaczy tak jak ich na to stać. Może właśnie oglądanie nawet tych opóźnionych relacji z posiedzeń i sesji dałoby wyborcom do myślenia, że nie powinno się głosować na osoby znane w swojej okolicy ze względu na to, że są przedsiębiorcami, usługodawcami, nauczycielami, ale na tych, którzy są gwarantami rozumienia miasta Milanówka, nie tylko jako tygla miliona często sprzecznych życzeń mieszkańców ale jako unikatowej jednostki urbanistycznej w skali światowego dziedzictwa kulturowego.