bibuła milanowska

jesteśmy blisko ludzi

­­      Nie dalej jak w marcu tego roku postanowiłem pojawić się na spotkaniu nowego stowarzyszenia milanowskiego. Zaprosił mnie znajomy arystokrata. Stowarzyszenie nazywało się Dobra Droga ale wiadomo, skojarzenia…… i jest Nowa Droga. Stowarzyszenie powstało na skutek perypetii związanych z  ucywilizowaniem jednego z najładniejszych kwartałów naszego miasta. Ucywilizowanie miało polegać na  utwardzeniu dróg w tym rejonie, co prawie się udało. Mieszkańcy tego kwartału postanowili wziąć sprawy w swoje ręce i byli w tym tak bezczelni, że chcieli to zrobić nie tylko ładnie, ale dobrze i solidnie. Tak, by całe miasto zyskało, żeby mieszkańcy Milanówka i turyści chodzili tam na spacery, żeby była zieleń, ławki, i tak jak bywa w mieście ogrodzie. Zgodnie z zaleceniami konserwatora padło na granit, materiał bardzo arystokratyczny i nośny propagandowo. Uderz w stół, a przewróci się szambo, no i się wylało z tych ekraników pikselowych. Że burżuje, że kosztem społeczeństwa robią sobie dobrze tym granitem, a może nawet więcej niż dobrze. No strzał w kolano, bo przecież mogli położyć różową kostkę betonową, o wiele ładniejszą, bo różowa i betonowa. Zwykły zjadacz chleba spał by spokojnie, nie chodził po nocach bezsennych cały w nerwach o ten granit kwadratowo szary. Doszło do głosowania w magistracie, kto za legalizacją granitu, kto przeciw. Pod argumentem jednej z radnych, wysuniętych pod publiczkę, że „granit to kaprys burżuazji kosztem nas, zwykłych ludzi” nikt nie odważył się zaryzykować i pójść po rozum do głowy. I kubiki z granitową kostką zniknęły z przewidzianych do remontu ulic, jak większość arystokracji po wojnie.

      Teraz jest tak, jak powinno, ładnie, to znaczy mamy kwartał ulic jak w kuchni Fusion, wszystkiego po trochu. Trochę kostki z granitu, trochę asfaltu, no i w większości drogi polne. Radni odetchnęli z ulgą, że wyszli z opresji, bo zrobiono coś standardowo i bez większego ryzyka, czyli jak zwykle nie do końca i nie tak, jak było w projekcie. Dzięki tej rozsądnej postawie każdy ma coś fajnego w tym rejonie: trochę asfaltu, odrobinę granitu oraz dużo błota. Dla każdego coś miłego. Całe szczęście, bo jak sobie wyobrażę to miejsce w pierwotnym założeniu, to aż mnie ciarki przechodzą, że wszystko było by takie monotonne i poukładane bez fantazji.

      Wracając do stowarzyszenia Nowa Droga, mieszkańcy wspomnianego kwartału to uparta banda, postanowili zagryźć zęby i pójść dalej, unosząc się ponad nieszczęsnym granitem. Stworzyli stowarzyszenie, które ma na celu poprawę jakości życia w naszym mieście. Zaczęli od sprzątania, akcji z 22 kwietnia, kiedy obchodzi się na całym świecie Dzień Ziemi i sprząta własne podwórko. Zrobili to na dużą skalę i ja w tym uczestniczyłem. Było miło, energetycznie i konstruktywnie. Poza sprzątaniem posadziliśmy symboliczne drzewo i dużo krzewów. Był piknik, na którym poznałem ludzi w większości dopiero po 47 latach mieszkania w tym mieście- ogrodzie. To bardzo fajni ludzie, którym się chce chcieć. Mają zamiar zrobić coś dla Milanówka i uda im się, bo są z natury mądrymi i kreatywnymi osobami. Może nie są tak bardzo „kochającymi Milanówek” i elektronikę milanowianami jak niektórzy, ale postanowili wrócić do realu i posprzątać śmieci zamiast je fotografować i prezentować na łamach plotkarskiego serwisu społecznego w kolorze niebieskim. Postanowiłem, że będę z nimi, bo są ciekawi, mądrzy, poważni w zamiarach i planują kolejne dobre akcje w naszym mieście. Będę namawiał mieszkańców do zasilenia szeregów stowarzyszenia Nowa Droga, spędzania razem czasu, dyskusji, wspólnej zabawy. W czasie kilku wspólnych akcji zrozumiałem, że nasze miasto jest nadal wyjątkowe, dzięki mieszkańcom tak samo wyjątkowym jak Milanówek. Można poznać nietuzinkowe osoby, sąsiadów bliższych i dalszych, pozytywnie zakręconych ludzi, z chęcią do działania i wcielania kreatywnych pomysłów w życie zamiast w internet. Tak po prostu, by było przyjemniej, ładniej. Choć „klub frustratów” jak zwykle nie szczędził obelg, serii zarzutów spiskowo- paranoidalnych, momentami aż zabawnych. Osobiście mieszkam przy asfalcie, nie dla mnie szarość granitu… mimo to zyskałem pseudonim prosto z niebieskiego serwisu społecznościowego, którym mogę się posłużyć przy kolejnych publikacjach, jeśli nastąpią:

Trochę Burak