bibuła milanowska

jesteśmy blisko ludzi

    Co mądrzejsze zwierzęta zapadają w zimowy sen i mają rację. Już od połowy października ciemności ogarniają ziemię. Brzydniemy, smutniejemy, jesionki i puchówki skrywają skutecznie, nasze piękne kształty. Sine noski nie dodają urody, a marny nastrój, dodany do naszej narodowej depresji sprawia, że ulica wygląda jak kondukt.

  Nic nie poradzę. Z natury wesoła, w listopadzie wesoła nie jestem i czekam, aż dzień zacznie się wydłużać, a on się skraca. Jedyną rozrywką w tym czasie jest Święto Zmarłych, które świat obchodzi hucznie i wesoło. Halloween, to okazja do przebieranek od rana, parad, przyjęć i pospacerowania po ulicy w stroju Frankensteina z okrwawioną rodziną. To dzień, w którym stajemy się częścią świata naszych zmarłych, którzy przecież gdzieś w kosmosie istnieją, bo nic w przyrodzie nie ginie. Najwspanialsze parady halloweenowe są w Nowym Jorku. Ulice zamknięte dla ruchu, urzędnicy w sekundę po wyjściu z pracy zakładają maski wampirów i wsiadają do metra, już pełnego trupów, diabłów i dzikich bestii. Zestawienie z normalnymi ubraniami, genialne. Sporo osób maluje sobie krwawo twarze i porównuje z innymi, bo chodzi o to, żeby wyglądać jak najstraszniej. Grama kokieterii. Przez lata jeździłam do NY, specjalnie na te parady, ale pół świata wpadło na ten pomysł i ulice przypominają maszynkę do robienia makaronu. Raj dla frotterystów, tym bardziej, że zwykle jest piękna, ciepła pogoda, więc śladu odzieży zimowej, a wręcz gorsety na młodych wampirzycach.

    Daleko nam do takiego dystansu. Lubimy świętować przegrane i wzorem dziewiętnastowiecznych, rozbiorowych romantyków chętniej snujemy się ponuro, niż się śmiejemy. Nikt nie myśli, że śmierć jest częścią życia i lepiej się z nią pogodzić, skoro nie można uniknąć. Nie jest moją intencją smucić czytelników, dlatego namawiam do pogodnego wpadnięcia z bilonem i banknotami, na warszawskie Powązki, gdzie kwestuje, na rzecz ich remontu, kwiat polskiej kultury. W latach poprzednich, ledwo mogliśmy udźwignąć zaplombowane puszki, powieszone na szyi. Takie żebranie jest bardzo zabawne i optymistyczne, bo ratujemy zabytkowe groby, które w tym roku, wyjątkowo ucierpiały od huraganów. Ja grasuję koło Bramy 1, z Bogdanem Kierejszą, ale konkurencja jest ogromna i trzeba się sporo namizdrzyć do dawców. W zeszłym roku, Prezes Rzepliński zebrał kilkanaście tysięcy złotych. Asem, jest Daniel Olbrychski, Marek Przybylik, też nieźle przędzie, bo silna jest reprezentacja dziennikarzy. Ja, jako malarka, a Bogdan, jako skrzypek, jedyni. Zapraszam.

Hanna Bakuła