bibuła milanowska

jesteśmy blisko ludzi

W poprzednich kadencjach radni z burmistrzowego rozdania zwani byli przez mieszkańców „klubem semafora“, to od bezmyślnego podnoszenia ręki (niektórzy potrafili jej nie opuszczać nawet przez całe głosowania). Radni (w przeważającej większości) z kadencji na kadencję są gorsi. Zainteresowanie mieszkańców działaniami rady jest coraz mniejsze, bo nie chcą otrzymywać ze strony radnych próbek bezmyślności czy braku wychowania, a sporadyczna obecność mieszkańców na posiedzeniach zakłóca hibernację radnych. Pojawiają się zarzuty, że radni z klubu semafora „ułożyli się“ z aktualną władzą. Tyle, że burmistrz nie może mieć przeciw sobie rady, bo uniemożliwiało by to zawiadywanie miastem. Problem jest gdzie indziej, a mianowicie w tym, że obecna rada jest beznadziejna. Lepiej, aby radni wzięli pieniądze ryczałtem do końca kadencji, zamiast robić sztuki z jakimś komasowaniem komisji, przestali się pokazywać i szkodzić miastu. Klub semafora dawno upadł.