bibuła milanowska

jesteśmy blisko ludzi

    Pomysł zrobienia centrum kultury w polach jednych zdziwił, innych rozbawił, ale obcesowość z jaką zabrano się do dzieła zaskakuje i skłania do refleksji. Zwykle przed podejmowaniem decyzji podobnego kalibru odbywały się wnikliwe analizy i szerokie społeczne konsultacje. Tak było w zwyczaju i tak postępowała przynajmniej czwórka poprzednich burmistrzów.

Uderzenie w populistyczny dzwon o uaktywnieniu dzieci z „Milanówka B”, (wyprowadzając ośrodek kultury na peryferie) działa, ale nie na większość racjonalnie myślących. Centrum kultury jak sama nazwa wskazuje, powinno znajdować się w centrum miasta, dając do niego wszystkim mieszkańcom w miarę proporcjonalny dostęp.

Wszelkie adaptacje obiektów „poprzemysłowych” zwykle źle się kończą, i są jak przerabiana garderoba: tu za ciasno, tam za krótko, brzydko, i żeby nie wiem jak kombinować, i tak nie da się dopasować do rzeczywistych potrzeb. Koszty dostosowania obiektu są wysokie i irracjonalne. W tej materii miasto ma akurat kilka złych, aczkolwiek cennych doświadczeń, z których mamy nadzieję wyciągnięto wnioski.

Wiadomo, że najlepiej, najsprawniej jest zbudować obiekt od podstaw. Będzie spełniał wszelkie wymogi i najmniej kosztował. Przywiązując wagę do aspektu historycznego i tradycji, centrum kultury powinno znaleźć się w miejscu Teatru Letniego, tyle, że w nowym kształcie. Milanówek wymaga dobrej, funkcjonalnej architektury, zdobiącej miasto. Patrząc na relację z obrad komisji nie da się nie zauważyć, że wątpliwości w sprawie tej dziwnej koncepcji centrum kultury mają także radni.

Główną zaletą przedstawionej przez miasto koncepcji wydaje się być zdjęcie kłopotu z właściciela sprzedawanego obiektu. Przerabialiśmy to przy okazji ulicy Spacerowej i odbija się to czkawką do dzisiaj. Połączenie MPWIK z centrum kultury jest jednym z najsłabszych punktów tej wizji. Niby taki kombajn. Mydło i powidło. Połączenie szamba z kulturą, albo kultura z odrobiną szamba.

Tamara Gujska-Szczepańska